.

.

Szew za igłą

Szew za igłą” to fascynująca opowieść, w której autorka odkrywa pełną niedomówień i tajemnic historię życia swojego dziadka, radiotelegrafisty w Dywizjonie 300.

Przeglądaj książkę
57,05 zł
Ilość

Autor
Marta Hożewska
Format
165 × 235 mm
Liczba stron
216
ISBN
978-83-7576-598-4
EAN
9788375765984
Oprawa
twarda
Rok wydania
2022

„Szew za igłą” to fascynująca opowieść, w której autorka odkrywa pełną niedomówień i tajemnic historię życia swojego dziadka, radiotelegrafisty w Dywizjonie 300. W wyniku wojennej zawieruchy trafił on do obozu koncentracyjnego w Miranda de Ebro w Hiszpanii. Zginął w katastrofie lotniczej w Anglii. Autorka odczytuje listy dziadka i „zszywa” je ze informacjami odnalezionymi podczas podróży jego śladem. Odtwarza wędrówkę przodka, który niczym filmowy Franek Dolas przemierzał Europę, próbując powrócić do ojczyzny. Odkrywa nieznane fakty z jego krótkiego, dramatycznego, lecz niezwykle ciekawego życia. Dopełnieniem wciągającej treści są piękne fotografie z archiwum rodzinnego autorki.

Nieobecny głównodowodzący

Marta Hożewska: Szew za igłą, Projekt graficzny Agnieszka Gogola, Bosz, Olszanica 2022, s.216

Kim był Antoni Kaczmarz? Jak dowiedzieć się można z Listy Krzystka, czyli pełnego wykazu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii (http://listakrzystka.pl) jednym z siedemnastu tysięcy lotników, sierżantem o specjalności radiooperator przydzielonym do Dywizjonu 300. Z wykazu dowiadujemy się jeszcze, iż urodził się 7 czerwca 1912 roku we Lwowie, a zginął 13 lutego 1945 roku i jego ciała nie odnaleziono, dlatego też brak danych o miejscu jego pochówku.

Kim był Antoni Kaczmarz? Dziadkiem Marty Hożewskiej, której skrupulatne dochodzenie w sprawie wojennych losów ojca jej matki pozwoliło uzupełnić fiszkę z wirtualnej kartoteki nie tylko o zdjęcie, ale o wiele innych danych. Oczywiście zebrane informacje wykraczają poza zakres i przeznaczenie katalogu wojskowego, a jednocześnie składają się na pasjonującą opowieść, która stała się kanwą książki Szew za igłą. Z niej to dowiadujemy się, że Antoni zginął w efekcie zderzenia dwóch samolotów RAF, razem z trzynastoma innymi lotnikami, czyli obsadą obu pechowych jednostek. Stuprocentowo polska załoga Lancastera I BHW (PA185) leciała na Drezno, które wspomnianego już dnia zostało zbombardowane przez wojska alianckie. Do zderzenia doszło w Apley, natomiast pomnik upamiętniający m.in. kapitana Mykietyna i jego podkomendnych znajduje się na terenie byłego lotniska Dywizjonu 300, w Faldingworth. W tym miejscu także rodzina Antoniego umieściła pamiątkową tablicę na jego cześć, po latach otrzymał więc symboliczne miejsce pochówku.

Wnuczka Antoniego, Marta Hożewska, jest jedną z setek tysięcy potomkiń polskich lotników i pewnie milionów krewnych polskich żołnierzy, którzy w czasie wojny zaliczyli różne oddziały, fronty, kraje czy obozy jenieckie. Naturalnie tylko część z potomków rekonstruuje losy tych żołnierzy, wielu jednak by mogło, stosując podobną metodę śledztwa. Pomijając więc wszelkie indywidualne cechy tej historii, sam sposób jej „szycia” ma wymiar ponadjednostkowy.

 Z jednej strony po kilkudziesięciu latach zbieranie i łączenie faktów jest to szalenie trudne, choćby dlatego, że ubywa tych, którzy byli mogliby złożyć bezpośrednie świadectwo i w ten sposób pomóc w odtworzeniu zdarzeń (jak John Stott, świadek wspomnianej  katastrofy lotniczej, zmarły zresztą przed wydaniem książki). Z drugiej jednak strony łatwiejsze, bo wiele dokumentów można znaleźć w internecie. Fakt, że umożliwia on dostęp do różnych archiwów, znacząco zmniejsza koszty prywatnego śledztwa. Różne tropy obecne w sieci wpływają także na logistykę poszukiwań. Tak czy inaczej Szew za igłą to w dużej mierze opowieść właśnie o tym, jak tradycyjna kwerendę połączyć z nowoczesną i jak podejmować wyprawy poszukiwawcze, nie ruszając się z miejsca.

Jako prywatna dedektywka Hożewska połączy tradycję i nowoczesność. Pojechała więc tam, gdzie jej zdaniem warto było i poszukać, i poczuć, aby połączyć się z duchem osoby, której nie miała najmniejszej szansy poznać. I na miejsce katastrofy, i do miejsca, które w dużej mierze uwarunkowało losy Antoniego – obozu jenieckiego Miranda de Ebro w Hiszpanii, z którego jej dziadek próbował zbiec, ale ucieczka została udaremniona (co znalazło odbicie w dokumentach). Epizod z podkopem (w pracach nad nim dziadek był głównodowodzącym) oczywiście nasuwa na myśl tryptyk Jak rozpętałem II wojnę światową Tadeusz Chmielewskiego, i to porównanie w książce pada, lecz sama opis patowej sytuacji polskich jeńców w obozie nasuwa skojarzenia z opowieścią, do której Marta Hożewska się nie odwołuje, bo to rzecz powstała mniej więcej w tym samym czasie. Myślę o Wyspie Węży (2018)Małgorzaty Szejnert, rzeczy poświęconej obozowi w Rothesay, gdzie osadzono jednego z jej krewnych. Porównanie jest o tyle zasadne, że o tych miejscach uwięzienia i upokorzenia zarazem wciąż niewiele się mówi. I zabrzmi to zapewne paskudnie, ale sama udręka psychiczna, jakiej doznaje żołnierz,  w bohaterskiej wersji historii ma znaczenie trzeciorzędne. Jeśli w ogóle ma.

Nie wspomniałam jednak dotąd o czymś, co szczególnie wyróżnia tę historię. O tym mianowicie, że Antoni Kaczmarz był pełnoetatowym członkiem rodziny przez zaledwie kilka miesięcy, bo poślubił Marię, babcię autorki w kwietniu 1939, a potem udał się na wojnę, z której nie wrócił, choćby po to, by zobaczyć urodzoną w styczniu 1940 roku córkę. Miał kontakt z rodziną, niekiedy przerywany na wiele miesięcy, co bardzo źle znosił, jakby nie przyjmując do wiadomości tego, co się wokół niego działo i utrudniało swobodny przepływ korespondencji. Nie można mu się jednak do końca dziwić — myśl o czekającej na niego w rodzinie pomagała przetrwać. Dlatego właśnie stwierdzam, że udręka psychiczna żołnierza, tu pokazana na konkretnym przykładzie, wydaje się czymś, czego nie powinno się eliminować z wojennych kronik.

Listach i pocztówki wymieniane między Antonim i Marią, które rodzina szczęśliwie zachowała i które stały się dla Marty Hożewskiej bezpośrednim impulsem do pisania. Ale rodzina zdołała wywieźć z Drohobycza także inne pamiątki, jakie możemy zobaczyć w książce (wydawnictwo Bosz słynie z pięknej oprawy graficznej). Przede wszystkim zdjęcia, w imponującej ilości, i przedmioty codziennego użytku o mniejszych gabarytach. Wiadomo, a zostaje tylko fotografia, po żywym człowieku, i ledwie część inwentarza z całego domu, ale w przeciwieństwie do wielu innych wysiedlonych rodzin to i tak sporo. Dość, by wywołać ducha. I by tylko symbolicznie przeprowadzić ustawienia hellingerowskie, czyli spróbować się dowiedzieć, co się odziedziczyło po przodkach. Przodkach, których albo w ogóle nie poznaliśmy, albo poznaliśmy słabo, bo nie zdążyliśmy lub nie chcieliśmy ich poznać od istotnej strony.

Na dobrą sprawę Antoni Kaczmarz dla swojej rodziny stał się duchem jeszcze za życia: babcia mogła się nim cieszyć niecały rok, córka Barbara już w ogóle nie poznała, wnuczka urodziła się blisko dwadzieścia lat po jego śmierci. Dzięki wysiłkowi i umiejętnością pisarskim tej ostatniej czytelnik Szwu za igłą odbiera go jako postać pełnowymiarową. Także dlatego, że dla babci Marii pozostał miłością życia i nie zastąpiła go żadnym innym mężczyzną, bo wybrany był najlepszy. Był, w dużym stopniu zdeterminował rodzinne losy, chociaż go nie było.

Marta Mizuro

Komentarze

Napisz swoją opinię

Szew za igłą

Szew za igłą” to fascynująca opowieść, w której autorka odkrywa pełną niedomówień i tajemnic historię życia swojego dziadka, radiotelegrafisty w Dywizjonie 300.

Napisz swoją opinię